Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.
03042017 Image Banner 750 x 100

Pozo Negro jest malutką miejscowością położoną nieopodal Gran Taralaj do której trafiliśmy po drodze do Naszego hotelu. Wyróżnia się ona plażą, która jest pokryta czarnym grubym żwirem. Poza plażą i jedną czy dwoma kawiarenkami praktycznie nic tam więcej nie ma. Jak dowiedzieliśmy się na miejscu miejsce to raczej popularne wśród lokalnej ludności. Naszym zdaniem warto odwiedzić to miejsce chociażby dla widoku czarnej plaży, którą nie jest tak łatwo spotkać w innych punktach Fuerteventura.

Więcej

Gran Tarajal jest miasteczkiem malowniczo położonym pomiędzy wzgórzami w południowo wschodniej części Fuerteventura.

Więcej
Oznaczone pod

Międzywodzie znajduje się w północnej części Wyspy Wolin, która mimo swojej atrakcyjnej lokalizacji nadal nie należy do miejsc odwiedzanych masowo przez turystów. Jesienią planujesz krótki wypoczynek nad Bałtykiem? Razem z Sun&Snow poznasz tanie mieszkania nad morzem oraz zobaczysz atrakcje, które czekają na Ciebie w trakcie jesiennego wyjazdu do Międzywodzia.

Więcej
Oznaczone pod

Jest to mała miejscowość położona w zachodnio - północnej części wyspy Fuerteventura nieopodal Caleta Negra, czyli czarnej zatoki gdzie jak mówią legendy swoje kryjówki mieli kiedyś prawdziwi piraci. Dziś na szczęście nie ma już po nich śladu.

Więcej

Kolejny etap Naszej podróży odbył się z El Cotillo do Ajuy. Postanowiliśmy wybrać górską drogę FV-30 która prowadzi przez dawną stolicę wyspy Betancuria.

Więcej

Tym razem wybraliśmy się do miejscowości Malaga w Hiszpanii. Kwestia "taniości" pewnie dla każdego oznacza co innego, ale w naszym wypadku udało się zorganizować wakacje za 1300 PLN od osoby.

Więcej
Oznaczone pod

Tego nie było w planie na ten rok, a jednak zdarzyło się. Po raz pierwszy w życiu pozostały mi 4 dni urlopu za ubiegły rok i trzeba je było wykorzystać do końca kwietnia. Więc mimo, że majowy wyjazd na północ Europy przewidywany był (i jest nadal) na drugą połowę sierpnia, trzeba było coś zrobić z długim weekendem na przełomie kwietnia i maja. Zachęcona opowieściami Fredzia oraz Orchidei o urokach Krety postanowiłam spędzić z małżonkiem tydzień na tej wyspie. Miałam szczęście, bo niemal w ostatniej chwili udało mi się zdobyć miejsce w pensjonacie Elpida w Gouves. No to lecimy!

Pięć dni spędziliśmy na zwiedzaniu wschodniej i środkowej części wyspy. Szóstym dniem był rejs na Santorini, gdzie ja już co prawda byłam, ale nie miał jeszcze przyjemności być mój małżonek.

Z niewielkim opóźnieniem lądujemy w Heraklionie (Iraklionie). Na miejscu wita nas pilotka biura, którą ku naszemu zdziwieniu okazuje się pani znana nam z podróży do Egiptu. Wsiadamy do autokaru i po pół godzinnej jeździe znajdujemy się w pensjonacie. Budynek jest niewielki, ale wygląda przyjemnie. Otoczony palmami, zielenią, kwitnącymi kwiatami i krzewami. W ogrodzie za domem nieduży basen i placyk zabaw dla dzieci. Niewielka recepcja nie pozwala na wejście wszystkich gości, którzy mają tu być zakwaterowani. Czekamy więc w kolejce na zewnątrz budynku na przydzielenie pokoju. Wreszcie otrzymujemy klucze. Pokój znajduje się na pierwszym piętrze, a balkon wychodzi na ogród. Wyposażenie standardowe: podwójne łóżko, szafka nocna, komódka, stolik i dwa krzesełka. Mały aneks kuchenny z elektryczną dwupalnikową kuchenką oraz lodówką. W szafie nad bufetem zastawa dla dwóch osób, dwa garnki do gotowania, patelnia. Brak czajnika. No cóż, trzeba będzie gotować wodę na herbatę lub kawę w którymś z garnków.

O 16 spotkanie w barze przy basenie z pilotką. Opowiada trochę o Krecie i o wyspie Santorini, na którą jest przewidziany rejs. Przedstawia też oferty innych wycieczek, którymi nie jesteśmy zainteresowani, gdyż zamierzamy wynająć samochód i spędzić cztery dni na samodzielnym zwiedzaniu wyspy, a przynajmniej jej wschodniej części. Opłata za wynajem auta okazuje się całkiem umiarkowana. 25 euro za dobę. Decydujemy się na więc na wynajęcie za pośrednictwem pilotki. Załatwiwszy formalności związane z wypożyczeniem samochodu od następnego dnia zaczynamy poznawanie Krety. Zanim jednak udamy się na spoczynek idziemy na spacer po Gouves.

Co mnie zachwyciło na Krecie. Może to dziwne, ale przede wszystkim pomarańcze. Duże, soczyste i słodkie jak miód. W życiu takich nie jadłam. Od pierwszego zakupu zjadaliśmy codziennie po 4-6, a 3 kg przywieźliśmy ze sobą do Polski. Żałuję, że nie dało się więcej, ale te ograniczenia bagażowe... :( Druga rzecz to życzliwość i otwartość ludzi. Nawet nie znając obcych języków starali się być pomocni. Uśmiechnięci, próbowali zrozumieć co do nich mówimy i jednocześnie starali się nas nauczyć jakichś podstawowych greckich słów. Zapamiętałam, że dziękuję to po grecku efkaristo, a dzień dobry to kalimera. W sklepikach i tawernach częstowano nas ouzo lub raki i chociaż bardzo możliwe, że miało to na celu zakup tychże trunków, nie mniej jednak było to miłe. Nikt przy tym nie wciskał na siłę zakupu butelki takiego lub innego trunku. Wprost przeciwnie, widać było niekłamaną radość na twarzach tubylców, gdy dokonywało się jakiegokolwiek zakupu. Trzecią rzeczą była czystość otoczenia. Wbrew temu, co słyszałam od innych nie widziałam na Krecie hałd śmieci. Wszędzie było niemal czysto, a zielona roślinność cudownie kontrastowała z błękitnym niebem i szmaragdowym morzem. Gorszych wrażeń estetycznych doświadczyłam w okolicach Neapolu i cudnego Wybrzeża Amalfii.

Wschodnia część wyspy to przede wszystkim cudowna Zatoka Mirabello, nazwana tak chyba nie bez kozery. W przekładzie na polski oznacza to bowiem „cudowny widok”. I rzeczywiście widoki zapierają tu dosłownie dech w piersiach. Wjeżdżając od strony Przylądka Ioanis podziwiać można zachwycający widok na wyspę Spinalonga, na której była kiedyś kolonia dla trędowatych i na położoną dalej miejscowość Elounda oraz Półwysep Spinalonga. Jeszcze dalej jest piękniej, bo bardziej dziko. Surowe okolice Kalo Horio, ruiny Gourni, wysepki: Mahlos i Psira. Dalej na wschód klimatyczna Sitia, wzniesiony pośród półpustynnego, skalistego krajobrazu lecz wręcz tonący w kwiatach i zieleni klasztor Toplou, uroczy, skalisty lecz pełen piaszczystych plaż Przylądek Itanos oraz palmowa plaż Vai zwana Karaibami Morza Śródziemnego

W środkowej części Krety miejscami wartymi moim zdaniem uwagi są Grota Melidoni, w której zginęli uciekający przed Turkami mieszkańcy pobliskiego miasteczka oraz Klasztor Arkadii przycupnięty na małym płaskowyżu pośrodku gór. Klasztor ten uznawany jest za jeden z wielkich ośrodków kultury greckiej, a znajdująca się tu kaplica czaszek wywołuje ogromne wrażenie.

Podążając na południe podziw wzbudza Kanion Kotsifou, Masyw Psiloritis, cudowny widok na ukoronowaną stromymi szczytami Zatokę Plakias, należący do najbogatszych na Krecie klasztor Praveli i położony na wschód od niego gaj palmowy zwany plażą w Praveli.

Niesamowity jest też niemal równy jak stół, otoczony górami Płaskowyż Lashiti z kamiennymi, starymi wiatrakami. Niegdyś ich białe, płócienne skrzydła były wszechobecne wplatając się w krajobraz. Dziś niektóre, odremontowane stanowią atrakcję turystyczną i są symbolem płaskowyżu. Ale i tak niezapomniany jest wspaniały widok na dolinę który ogląda się z poziomu 803 m n.p.m. Dalej zachwycają oczy kolorowe, mieniące się miką formy skalne w okolicach Potamies. Pofałdowane jak pralka tara zbocza przyciągają wzrok różnorodnymi barwami: czerwienią, brązem, żółcią, niebieskością, czernią. Czegoś tak cudnego w życiu nie widziałam.

O złotych czasach Krety pod panowaniem Rzymian dają świadectwo ruiny Gortyny. Pierwsze teksty prawne w Europie utrwalone tu zostały na ponad dwa i pół tysiąca lat przekazując potomnym wiedzę o życiu i epoce antycznej.

Rozczarowało mnie Rethymon i Knossos. Po tej pierwszej miejscowości spodziewałam się czegoś więcej czytając peany w przewodniku o urzekających labiryntach uliczek wokół starego, weneckiego portu. Nie wzbudziła też we mnie zachwytu ogromna Fortezza. Może jednak byłam tam jednak zbyt krótko, aby docenić w pełni urok miasta. Z kolei Knossos chyba lepiej odzwierciedlałoby dawną potęgę Krety i cywilizacji minojskiej, gdyby pozbawione było tych wszystkich ton betonu użytych do częściowej rekonstrukcji miasta. Nie mniej jednak labirynt mitycznego króla Krety Minosa odwiedzają rocznie miliony turystów i choć słyszałam o tym miejscu raczej niepochlebne opinie, jednak musiałam je zobaczyć na własne oczy.

Kompletne nieporozumienie, to zwiedzanie Iraklionu, który wręcz przeraża swoim ulicznym ruchem. Niemal brak jest tu przejść dla pieszych i aby przedostać się na drugą stronę ulicy trzeba dosłownie wciskać się pod koła samochodów. Jedynym godnym uwagi elementem jest tu wenecka twierdza. Możliwe, że ciekawe byłoby też zwiedzenie Muzeum Archeologicznego, gdzie znajdują się eksponaty pochodzące z różnych epok kreteńskich, ale niestety w czasie naszej bytności w stolicy Krety było ono zamknięte.

Osobny rozdział to rejs na Santorini. Może trochę nudny zważywszy, że więcej czasu spędza się na statku niż na samej wyspie, ale jeśli ktoś tam nie był, to warto. Wysepka jest naprawdę urocza. Sam widok utworzonej po wybuchu wulkanu kaldery może zachwycać. Patrząc na surowe, pokryte lawą zbocza małych wysepek przypomniałam sobie rejs po kalderze, jaki odbyłam 2 lata temu. Wtedy można było ten cud natury podziwiać dokładniej i z bliska. Ale i tak patrząc na kalderę z burty statku doznaję prawdziwej fascynacji. Wrażeń dostarcza też pnąca się stromymi serpentynami, przyprawiająca o zawrót głowy, droga z portu w Athinos na szczyt wyspy. Oczarowanie budzą przylepione do zbocza białe domki w Ia, gdzie spacerując wąziutkimi uliczkami chodzi się po dachach położonych niżej budynków. Błękitne kopuły kościołów i niebieskie obramowania okien, malowniczo kontrastujące z bielą ścian. Bajkowe miejsce. Jeszcze krótki spacer po trochę kosmopolitycznej stolicy wyspy Thirze i zejście po 600 stopniach do położonego malowniczo na dole portu Messa Yelosmozna. To niewiele, jak na Santorini, ale pozostające z pobytu wrażenie daje niezapomniane wrażenia i jest warte nudnego rejsu.

Podsumowując zadowolona jestem, że udało mi się zobaczyć część Krety. Widoki niesamowite. Zróżnicowany krajobraz od przecudnych, zachęcających do kąpieli zatok, przez zielone płaskowyże po potężne masywy górskie. Kolorowe zbocza wąwozów pokryte kwitnącymi kwiatami. Ślady wielkiej cywilizacji minojskiej i zagubione na odludziach urocze małe wioski. Pozostałości po podbojach, Rzymian, Turków, Greków, Arabów i Wenecjan. Śródziemnomorski klimat i bujna roślinność. Cytryny, pomarańcze i mandarynki. Winnice i gaje oliwne otoczone kamiennymi murkami. Żyjący skromnie lecz gościnni ludzie. Sympatyczne kafejki oraz tawerny, w których można zajrzeć do kuchni i popróbować potraw wprost z garnka. Bogate klasztory, urocze kościółki i przydrożne kapliczki.

Kreta nie jest wielką wyspą ale nie sposób jej zwiedzić przez 5 dni. Czuję, że będę jeszcze musiała tu powrócić któregoś roku.

Więcej

Polskie góry mają wiele do zaoferowania, a najlepsze górskie kurorty przyciągają rok rocznie tysiące turystów nie tylko ze wszystkich zakątków Polski, ale i z całego świata. W czołówce znajdują się miasta, które oferują przyjezdnym liczne atrakcje, zdrowotne kuracje i przepiękne widoki. Nawet poza sezonem wakacyjnym i zimowym miejsca te cieszą się stałą obecnością podróżnych.

Więcej
Oznaczone pod

To chyba najpiękniejsze plaże na całej wyspie znajdujące się w północno-wschodniej części wyspy nieopodal miejscowości Corralejo.

Błękitne wody Atlantyku i drobny biały piasek ciągną się przez 10 km. Widok jest niewiarygodny. Dodatkową atrakcją są wydmy Dunas de Corralejo ciągnące się wzdłuż plaży.

Aby dojechać do plaż należy jechać drogą FV-1 w kierunku Corralejo. Parkingi są dostępne wzdłuż drogi i są bezpłatne.Poruszając się w stronę miasta plaże stają się bardziej komercyjne.

Więcej
Oznaczone pod

Witam wszystkich po długiej przerwie. Powróciłem na łamy zobacz-swiat.pl

Tym razem byłem z rodziną na wyspie Fuerteventura. Po raz pierwszy na Wyspach Kanaryjskich.

Dlaczego akurat ta wyspa? Na wakacje pojechaliśmy całą rodziną, czyli ja z żonką oraz trójką dzieciaczków, z czego najmłodsze ma półtora roku. Ze względu na dzieci wybraliśmy właśnie Fuerteventure, ponieważ jest to spokojna wyspa z temperaturami poniżej 30 stopni, trochę wietrzna ale dzięki temu właśnie temperatura jest znośna.

Więcej
Top