Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Honfleur - niewielkie ale piękne miasteczko u ujścia Sekwany jest magnesem dla malarzy. Kiedyś tworzyli tu swoje dzieła artyści tej klasy co Boudin, Courbet i Pissaro. Monet namalował tu drewniany XV-wieczny kościół św. Katarzyny, którego dach przypomina odwrócony kadłub okrętu. Ponad osłoniętym portem dla jachtów górują tu wysokie domy o łupkowatych i drewnianych fasadach.  Warto przespacerować się wzdłuż Rue Haute, głównej ulicy starej dzielnicy stoczniowej, gdzie można zobaczyć pozostałości XVI-wiecznego domu namiestnika królewskiego.  Morskie skarby podziwiać można natomiast w Musee de la Marine mieszczącym się w XIV-wiecznym kościele Saint Etienne.

Więcej

Deauville jest popularnym kurortem wypoczynkowym o luksusowej zabudowie, która łączy w sobie wytworność starego stylu ze współczesną wygodą. Miejscowość ta jest jednocześnie najpopularniejszym i najdroższym nadmorskim kurortem Normandii. Warto przespacerować się tu po słynnym Planches ? drewnianej promenadzie.

Więcej

Villers-sur-Mer położone w Dolnej Normandii jest niewielką miejscowością wypoczynkową. Położone nad piękną piaszczystą plażą zachwyca zielenią i przepięknymi kwiatowymi rzeźbami.

Więcej

Pomiędzy plażami Omaha i Utah leży niewielki cypel Pointe du Hoc.   Na tym wysokim na 30 metrów klifie w dniach 6 - 7 czerwca 1944 w czasie alianckiej inwazji na Normandię toczyły się  walki pomiędzy amerykańskim 2 Batalionem Rangersów a Niemcami, zakończone uchwyceniem przyczółka przez Amerykanów. W miejscu bitwy znajduje się pomnik upamiętniający to wydarzenie oraz muzeum. Ślady walk widać do dziś. Kratery po wybuchach bomb i resztki niemieckich umocnień wpisały się w miejscowy krajobraz i stanowią one część muzeum.

Więcej

Wysokie wybrzeże klifowe Omaha Beach, po którym wspinali się żołnierze amerykańscy leży bardziej na zachód w okolicach Vierville. Bardziej wymowne niż wystawa jakiegokolwiek muzeum jest 9386 białych marmurowych krzyży amerykańskiego cmentarza wojskowego, znajdujących się na klifie dominującym nad plażą Omaha w pobliżu St. Lauren.

Więcej

Oddział komandosów nr 47 był ostatnią brytyjską jednostką, która miała wylądować na wschodnim odcinku plaży Gold w pobliżu Le Hamel. Ich zadanie wyglądało następująco: mieli postępować w głąb lądu, później skręcić na zachód, odbyć 16-km pochód przez terytorium wroga, aby zaatakować przystań o nazwie Port en Bessin od tyłu. Ten mały port, znajdujący się na prawym skrzydle Brytyjczyków, był dobrze chroniony przez kredowe klify. Miał za to strategiczne znaczenie jako baza przyszłego zaopatrzenia dla wojsk inwazyjnych, łącznie z podziemnym rurociągiem, którym miała być dostarczana ropa.

Więcej

Pod Arromanches zobaczyć można pozostałości sztucznego portu, najbardziej fascynujący zabytek świadczący o pomysłowości Brytyjczyków w dniach desantu aliantów. Jedynie betonowo-stalowe pirsy umożliwiały cumowanie pontonów przepływających przez kanał La Manche

Więcej

Jadąc na zachód drogą D514 do Bernieres i Courseulles  możemy zobaczyć miejsce, gdzie  desant Kanadyjczyków na Juno Beach upamiętnia postawiony na plaży pomnik. 

Plaża "Juno", o długości prawie 10 kilometrów, rozciągała się po obu stronach portu Courseulles-sur-Mer. Lekka piechota niemiecka stacjonowała w okupowanych wsiach po drugiej stronie nadmorskich wydm. Niemcy mieli przewagę nad Brytyjczykami, którzy musieli pokonać wydmy.

 Podczas operacji desantowej zniszczeniu lub uszkodzeniu przez miny i inne przeszkody ulęgła jedna trzecia sił lądowych. Atakujące później wojska kanadyjskie nie miały już problemu z pokonaniem plaży. Dalej jednak czekał je niemiecki ostrzał. Podczas zdobywania plaży zginęła prawie polowa żołnierzy.

Więcej

Aby zobaczyć, gdzie wojska alianckie zaatakowały plaże Normandii najlepiej rozpocząć wycieczkę w portowym miasteczku Ouistreham-Riva-Bella.  Na placu Alfred-Thomas mieści się tu muzeum, w którym można dowiedzieć się wszystkiego na temat opanowania przez Anglików i Francuzów odcinka plaży zwanego Sword Beach oraz obejrzeć mundury i broń użyte podczas działań.

Więcej

Rovinj, po włosku Rovigno, to miasto położone na półwyspie Istria w Chorwacji. Tyle właśnie wiedziałem wyruszając tam na wakacje. Zazwyczaj na wypoczynek jeździliśmy w południową część tego państwa lub do Czarnogóry. Północ Chorwacji traktowaliśmy co najmniej jak Skandynawię ? wydawało nam się że jest chłodniej i mniej śródziemnomorsko. Te wrażenia okazały się całkowicie niezasadne. W 2010r. do Rovinj przyjechaliśmy w drugim tygodniu września i jak na ten okres pogoda była super. Ciepło, słonecznie, fakt że padało ale nie było zimno. Ogólnie pogoda lepsza niż w sezonie nad Bałtykiem (chociaż uwielbiam nasze morze).

Po zjeździe z budowanej autostrady i przejechaniu około 10 kilometrów naszym oczom ukazuje się widok, który zapewniam zostaje w pamięci na zawsze ? na horyzoncie błękitny Adriatyk i w dole stare miasto z górującą nad nim katedrą. W praktyce to właśnie tam spędzaliśmy większość wieczorów. Miasto jest całkiem duże i składa się ze starego miasta położonego na półwyspie (stare kamienice, wąskie uliczki, romantyczne zaułki, mnóstwo klimatycznych restauracyjek) oraz osiedli w nowszych częściach miasta. Z praktycznego punktu widzenia dużym plusem tej miejscowości jest jej położenie na płaskim obszarze ponieważ można spokojnie nocować w kwaterach położonych trochę dalej od centrum miasta. Miasto zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wszędzie jest pełno kwiatów (oleandry robią duże wrażenie), palmy, wszędzie zapach morza oraz olejków eterycznych wydzielanych przez drzewa. Robi wrażenie.

My nocowaliśmy w apartamencie na południu miejscowości bardzo blisko morza. Do centrum mieliśmy około pół godziny spacerku. Nocleg znaleźliśmy na miejscu i trafiliśmy na akceptowalne warunki już za trzecim podejściem. Ogólnie z noclegiem nie było problemów. Do Adriatyku mieliśmy około 5 minut. Plaża oczywiście była kamienista z czystą wodą. Ciekawostką jest na pewno kolor gleby na półwyspie Istria, jest on koloru brunatnego. Nie trzeba lecieć do Australii J

Z lokalnych atrakcji polecam zwiedzenie starego miasta z jego zabytkowymi bramami, uliczkami oraz kamienicami, Katedry św. Eufemii, ratuszu. Moim zdaniem obowiązkowo każdy powinien spróbować owoców morza (osobiście polecam paterę ryb) oraz lokalnego wina. Naprawdę warto. Kolejną atrakcją godną polecenia jest rejs statkiem po okolicznych wysepkach z możliwością spędzenia kilku godzin na plaży na jednej z nich.

Dla nas miejsce to było doskonałym punktem wypadowym do zwiedzenia znacznej części półwyspu Istria oraz Wenecji jak również cudownym miejscem na udane wieczory nad morzem oraz w restauracyjkach tętniących nocą życiem. Zadziwiło nas, że we wrześniu może być tam tyle ludzi. Ciekawe jak tam musi być w ścisłym sezonie.

Wybierającym się w te rejony polecam odwiedzenie Rovinj. Naprawdę warto. Możecie być pewni, że to miasto Was bardzo miło zaskoczy i spędzicie tam wiele niezapomnianych chwil.

Zapraszam również do śledzenia moich wpisów. Wkrótce kilka innych miejsc do których dotarliśmy (m.in. Wenecja)

Więcej
Top